Prywatnie Rss

2005-05-29

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 29-05-2005

Nigdy nie wykonuj dwóch kroków pod rząd, bo możesz się przewrócić. Nogi masz dwie, więc jedna musi podążać za drugą. Nigdy osobno. I nie chodzi o to, że jesteś wyczynowcem i umiesz zrobić szpagat. Ale w końcu pęknie Ci pachwina. A w dwóch kawałkach nie wygląda się najciekawiej. Nogi chodząc razem, równomiernie, jedna za drugą nigdy się nie kłócą. Nie potkniesz się, ani nie wywrócisz. Dopiero gdy jedna pozwoli sobie na jakiś wybryk, druga ponosi tego ciężar. Albo musisz się zaprzeć, albo wpadnie na poprzednią. I leżysz. Więc skoro ruszyłeś raz, to poczekaj, aż druga noga też się ruszy. Proste, co nie? Nogi powinny się szanować. Bo jak by to było, gdyby jedna o drugiej zapomniała. Nadepnie na nią lub zahaczy i co? Ból, wrzask, niepotrzebne nerwy. A co zrobić, gdy jedna noga sobie zlewa, nie słucha, nie reaguje. To pewnie martwica, a ona prowadzi do gangreny. Trzeba po prostu amputować… bo inaczej będą komplikacje. Do wszystkich nóg… czekam na wasz krok.

2005-05-25

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 25-05-2005

Zabrakło kawy. Ale chyba nie po to tyle uczyłem się ekonomi, by nie umieć zastosować substytutów. N łyżek kakao zalanych wodą z agregatu w zupełności wystarcza. I przynajmniej nie wymaga takich komplementariów jak cukier… choć i taka kawa bez cukru by mi się przydała. Nawet moje palce mówią: “koniec, koniec, starczy. Tak mocno słońce uderza w te okna. Wstań, powiedz… e… to nie ta bajka”. A klimatyzacja znów zaczyna nawalać. Oszczędzam więc nagrzane płaty mózgowe tylko co jakiś czas wklepując kolejne linie kodu wynikającego raczej z przerostu ambicji, niż konkretnej potrzeby… Myszka gdzieś znika, a oczy zawieszają się na ogórku posługującym się Farmą, oraz brokułom prowadzącym pojazd kosmiczny Hama Solo w kierunku Death MellonM zobacz Myśli jest niewiele. Jak zwykle przyjdą później. Akurat wtedy, gdy będę chciał od nich odpocząć. Ale nawet nie wiem czy to dobrze, że tak mało mnie rusza? Wiosna, dzieciaki latają jak głupie po dworze za sukienkami… a mnie jakoś… no nie wiem. Ale nie czuję straty, braku, potrzeby. Nie. Nie czuję głodu… przejadłem się? A może po prostu teraz wolę bardziej wykwintną kuchnie. No jeśli nawet. To co jest złego w szybkich frytkach lub kebabie na mieście?

2005-05-21

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 21-05-2005

Deszcz był wyjątkowo ciepły, tak że wcale wydawało się go nie być. Tylko ta ciężka, słodka woń zanurzonych w kroplach kwiatów i południowego wiatru. Kręgi na wodzie rozchodziły się miarowo, tak jak kroki moje… jeden po drugim, drugi po trzecim… wtóry po entym. Chwila po momencie, moment za chwilą. Nic się nie stało. Ten nieokreślony twór zwany pragnieniem, chyba zamarł i gdzieniegdzie wynurza swoje łapczywe szpony… to na widok tych dużych pasjonujących oczu,… która same pasję mają w sobie. A może na wspomnienie tego do czego nie doszło. Lub wiadomości, której nie dostałem. Może to dwa słowa zamienione pośpiesznie w sklepie, czy mail przesłany pod wieczorem. Może spojrzenie w autobusie, lub gest na przystanku. Uśmiech dziewczyny, której ustępuje się miejsca, czy zmartwione oczy błąkającej się maturzystki. Nie stało się nic, bo nic stać się nie miało. Nie zmieniło się nic, bo nie miało się co zmienić. Pozostało to co pozostawało… brak jakiegokolwiek określenia. Ale też brak smutku. To w końcu lepiej z nim? Gdy wiem za czym płaczę, czy może lepiej, gdy nie płaczę, bo nie mam za czym?

2005-05-19

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 19-05-2005

Księga pierwsza: Dżon Griszam – Firma

Szkło, kilkanaście metrów w górę i dalej wyżej. Aż na 22 piętra. A ja na dole. Aluminiowe drzwi windy odsuwają, a ja wpycham się do środka. Ziuuuu… 3 piętro. Jadę sam. Ziuuuu… Wchodzę. Kawa. Lepiej. Puszczam muzę. Chłopaki mają znów słuchawki, cóż… Nelly Furtado, warto było kupić. Disturbed, pierwsza płyta była lepsza. Kilka maili i wracamy do kodowania. Piter wiesz? Hmmm… Już znalazłem. Gdzie? Google. A nosz ci… ty… fine. Alles klar. Chodzi. Wow. Myślałem, że nigdy się nie uda, a tu prawie koniec. Pstryk. Czas minął. I tak zrobiłem kawał dobrej roboty. O nie… znów ta winda. Ziuuuu….

Księga druga: Dziewczyna nr 6

Hallo. Cześć. No hej. O, konferencja. Dwie? Jedna znika. Ale jedna jest. Niby nic, a jednak mówię coś. Ona niby nic, a odpowiada. Fajnie. Rozmowa o niczym jest miła. Zwłaszcza, gdy rozmawiasz z KIMŚ. A ten ktoś mówi coś, co jest miłe, ale nie słodzi… wiosna… koniec rozmowy…

Księga trzecia: Zaginiona autostrada

Miało być ciepło. Ale nie po to wyciągałem rower by go chować od razu. Raz, dwa, trzy… uf uf uf. Taka szeroka droga, a same samochody. Niech się walą. Uf uf uf. Centrum. Mało natury, jedziem dalej. Uf uf uf. Ale ładny park. Gdzie jestem? Jak stąd wyjechać. Shit… A już wiem. Z górki zawsze prowadzi na dół. A gdzie znowu jestem. Shit. Ty, mam mapę w telefonie. Uf. Jedziem dalej. Uf uf uf uf. Dobra, wracamy. Kurde, jestem na drugim końcu miasta. Uf uf uf uf uf uf uf uf uf… uffffffff. Domek. Shower… Padam. Słodko… Siadam do kompa. Była… nie ma… wrrrrrr :> … shit…

2005-05-18

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 18-05-2005

I nadchodzi ciemna strona mocy. Czuję już suchość powietrza na Tatooine, smród Banth i słyszę tępy dźwięk mieczy świetlnych. Ale mimo wszystko, nie zaprząta moich myśli to tak bardzo. Nie, nie to. Prędzej kolor pastelowego błękitu na jej piersi, czy czarnych oczu zatopionych gdzieś w otchłani myśli. Uśmiech, delikatnie zarysowany w kącikach ust i gest, każdy taki sam jak przed laty. Tak prosty i taki zrozumiały. Oliwki były naprawdę pyszne, a wino. Cóż… do kolacji pasowało najlepiej. Brakowało mi tego. I to chyba nie myśli, że coś mogło by się stać, czy nadziei na odrodzenie czegoś co było. Nie. Potrzebowałem poczuć kontakt z przeszłością, tą dobrą i przyjemną. Lubię piękne wspomnienia, jak rozwiane włosy Sista w drodze do Malborka, czy niekończące się licealne impry z Siorą i Reniferami… a z nią? Ten dystans, te małe kroczki i ten zapach… Te oczekiwanie i… a teraz? Mi się wydaje jakby nigdy nic się nie skończyło, nigdy nic nie przegapiliśmy i idziemy dalej. Wciąż nieśmiało i powoli. Jak przed laty. Tylko czy nie nazbyt daję się ponieść marzeniom… To nie marzenia… to motyle.

2005-05-17

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 17-05-2005

Dosyć długo zbierałem się do napisania notki. Nie pisałem jej rano, bo o czym. Nie pisałem wieczorem, bo zmęczenie i natłok myśli, wprawiał mnie w obawę, że ton wypowiedzi będzie smętny, smytaśny i depresyjny. A w końcu tak aż źle nie jest. Oczywiście na wszystko należy spojrzeć względnie, ale ja w tym osiągnąłem już taki poziom umiejętności, że zbliżam się chyba do życiowego cynizmu. Bo na wszystko już mogę znaleźć wytłumaczenie, na wszystko mam radę i na wszystko jakiś schemat. Jak to dziś skwitowała w autobusie moja znajoma: wszystko masz takie poukładane, pfi! Ja tylko mogę zgodzić się z tym “pfi”, bo przecież ino tak poukładany nie jestem. Wręcz przeciwnie. Wciąż zmiany nastrojów, decyzji. Fakt, może ideologie mi się nie zmieniają, ale to może dlatego, że ich prawie nie mam. I w zasadzie nie wiem co pisać, bo ani zakochany wielce nie jestem, ani nie mam wielkich postanowień, ani też nie mam ochoty zwierzać się ze wszystkich swoich problemów, bo po cholerę. Zresztą są tacy co mają większe problemy niż ja, a ja narzekać w końcu nie mogę. Co się dzieje, dziać się miało, co się udać miało to się udało. No… Wracam do pracy, bo czas najwyższy. Osiem godzin i pewnie jak wczoraj nie zauważę kiedy miną. To ten plus, że przynajmniej do tego wrócił mi power… to chyba dobrze co nie?

2005-05-14

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 14-05-2005

Tak myślałem czy nie zostawić tej notki na kiedy indziej. Ale jakoś jednak. Napiszę, choć o mało nie padnę ze zmęczenia. Dziś byliśmy w Bielinie na turnieju ogólnopolskim w skokach na kuniach. Nio, było fajnie. Naprawdę. Cóż mam mówić. Tylko jakoś tak pusto. Za to poznałem kilka naprawdę fajnych osób. Na pewno dwie bardzo miłe dziewczyny :) , i jeszcze… Ale t o nic. Teraz myślę o łóżeczku, cieplutkim, twiordym, bo takie lubię. No raczej nie o łóżeczku, ale o moim materacyku, bo łóżeczko dawno puściłem w zapomnienie. Ale nawet materacyk ten… szkoda że taki pusty. Fakt. Jedno osobowy. Ale zawsze można kupić większy. … szkoda, że wtedy będzie bardziej się wydawał pusty… cóż… idę do niego. Jakoś go wypełnię. Dobranoc.

2005-05-13

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 13-05-2005

Piątek 13tego. Kto by pomyślał. Bo zleciał jakoś szybko i przyjemnie. No, ale by się zawsze znalazło. Ale po co jego szukać? Kod jakoś sam wylatywał spod palców, a kawa była tak lurowata, że nawet nie zauważyłem, który wychylam kubek… Nawet poszukiwanie ciuchu na wymianę nie wytrąciło mnie z równowagi. Nawet jakiś pośpiech, chociaż nigdzie się dzisiaj nie śpieszyłem… nie… raz przyśpieszyłem kroku… jakoś tak w biegu po ten jeden niepewny uśmiech. I po drodze te kilka zazdrosnych spojrzeń. Lubię je, choć mnie smucą. Czy ja jeden tylko… nie, na pewno nie. Wszystko jest takie proste i klarowne. Problemy się zacierają, a smutek odchodzi. Rutyna nie jest już obawą przed zmianą, ale akceptacją. Spokój stoicki zapanował. A los jakoś sam podaje może nie złote, ale rozsądne karty. Bo ja wiem, że głupotą będzie grać tak, by zbić i pionki i królową. Ale czy głupota nie potrafi być piękna?

2005-05-10

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 10-05-2005

Przeszła burza. Naprawdę, takiej załamki nie miałem dawno i odczułem to jak zawsze na klatce piersiowej. Dobrze, że moje serce jak u rasowego romantyka jest duże i silne, więc o nie się nie boję. Nerwusy mają tak. A ja nerwusem jestem wielkim. Zresztą wiecie. Ale ostatnio zauważyłem też, że się kłócę inaczej. Więcej jest niemego manifestu. Po pewnym czasie przestaję słuchać i znikam. Może to i lepsze. Po co rzucać więcej słów na wiatr, a wiadomo “Words like violence, breake the silnce”. So… Gubię się. Jest wiele powodów do smutku, jest wiele złych momentów i ciosów. Ale jest też wiele dobrego. I ja się cieszę, że to coś jest. Cieszę się z ludzi mi danych i płaczę, gdy ich ranię, bo są mi drodzy. Cieszę się z przyjaciół, z którymi mijam się i kłócę, bo oni są ludźmi prawdziwymi i za to ich kocham. Wiem, że i tak są ze mną, nawet gdy być nie mogą. Cieszę się z każdej chwili mi danej by obcował z nimi i przepraszam ich za wszelkie moje błędy…świat jest piękny i okrutny. Może dlatego zaczynam go rozumieć… i nie rozumiem wcale.

2005-05-06

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 06-05-2005

Na każdą regułę jest wyjątek. Tak. To risotto było wyjątkiem pierwszej klasy i żal tylko, iż mój żołądek dawno odwykł od takich ilości pożywienia… pełne ziarenka, soczyste mięsko i niebiańska nuta ziół, pieczywo czosnkowe tak słodkie… nie wiedziałem czy patrzeć się czy jeść… a jeśli patrzeć to na te cuda czy na te oczy. Tak. Te oczy też były cudne. Zawsze i od zawsze. Ale ja wolę wspominać te przysmaki. Są na wyciągnięcie mych dłoni… puki co jeszcze są. Ile dzieli. Trzydzieści centymetrów, może i mniej… i co z tego? Ale co z tego, że co z tego… może lepiej zachować to coś dla siebie… a może, to coś jest tylko łatwiejszą, prostszą wersją rzeczywistości – niekończące się marzenie sprzed lat, które nie umiera nigdy. I upływający czas. Tobie ucieka on także. Tylko, że ty gonisz i starasz się zdążyć… ja chcę go przeciągać w nieskończoność, by sięgnąć jak najwięcej. Gdybym tylko… a raczej nie. Gdybym tylko… ale ja nawet. Gdybym tylko… to tylko kwestia czasu, chęci, starań… nadziei,… naiwności? Jakoś nie potrafię się tym przejmować. Nie potrafię już robić czegoś pod kogoś. A jednak i tak kieruję się w takim kierunku… który jest dla mnie tylko złudzeniem… a może nie… a może jednak tak… I nie zmieni nic deszcz konwalii, wiatr narcyzów czy dywan z tęczy tulipanów. Nie zmieni zieloność na wzgórzach której mkną dzikie rumaki. Nie zmieni fortuna nie z tej ziemi… Ani nawet twarz Archanioła Gabriela… Nie zmieni nic… Co z Tego i tak się nie zmienię.

Prywatnie is Digg proof thanks to caching by WP Super Cache