Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 30-06-2005
I nastał porządek. Tak. Wiele udało mi się zrobić i szczerzę mogę powiedzieć, iż jestem z siebie dumny. Choć mam dziwny stan rozszczepienia. Część mnie czuje się rozpędzona, gnana i pełna życia… a część tłumiona i pozbawiana skrzydeł. Co dziwne, obie te me części pozostają w tych samych aspektach życia. I to tylko w dwóch… tym związanym z pracą i tym związanym z kobietami. Szczerze mogę powiedzieć, że jeszcze nigdy nie poczyniłem takich postępów w pracy. Ilość pochłanianej wiedzy mnie czasem wręcz przytłacza, ale chcę więcej. Wciąż mówię sobie: kurde, no jak oni to zrobili, to czemu ja nie mogę? Ja też chcę mieć własne to, to, to i to. Bardzo egocentryczne to, egoistyczne i nawet narcystyczne… ale chyba twórcze i rozwijające… choć niebezpieczne. Co mnie boli to fakt, że czasami tylko ja podzielam ten entuzjazm. Może mi się tylko zdaje. A może naprawdę trzeba rozpostrzeć bardziej skrzydła… Co do kobiet… kobiety zawsze były moją miłością i utrapieniem… Jak dla każdego faceta. Chociaż tutaj definicja obu tych terminów bywa różna. Więc miłość zmieńmy na pasję, a utrapienie na zmartwienie. Ale wciąż będzie to dość dyskusyjne. Ale cóż mogę na ten temat powiedzieć teraz… tyle chyba, że nie mam czasu szukać zmian. Nie widzę ich, a może inaczej… nie mogę się im przyjrzeć. Bo je widać. Widać w spojrzeniu wymienianym co dzień w drodze do pracy, czy w rozmowie w windzie. Ale też w tym, że idąc przez miasto wciąż widzę kwiaty… Szkoda, że nie lubię ich kupować dla siebie… tak bardzo mi się podobają.
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 16-06-2005
Jeden egzamin w plecy… No cóż. Przecież nie może być idealnie, ale i tak nie mam co narzekać, bo przy ostatnim obrocie wydarzeń to i tak dobrze, że tylko ten jeden… Mogło i może być gorzej, ale ja jakoś uparcie nie poddaje się pesymizmowi. Jedno co gryzie mnie to niepewność, a może inaczej… hm… niezdecydowanie, też nie… Ani też się nie pogubiłem. Nie potrafię siebie wyrazić. Jak ja tego nie lubię. Bo przecież daję sobie radę. Mam siły cały czas walczyć i to mnie motywuje. To, że cały czas mam coś przed sobą, że wszystko ma … właśnie, czy wszystko. Brak oparcia, ale konkretnego. Ja wiem, że w pracy chcę odnieść sukces. Wiem, że chcę szybko skończyć studia i wiem… wiem, że dawny czar na mnie nie działa. Tylko nie wiem, czy to moje wymagania, mój strach, czy tamten… brak czaru.
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 13-06-2005
Tam tam, tam tam, tam tam, tam tam, prrrr…. wciąż gdzieś gnam. Nie wiem kiedy minął weekend, a tu do wtorku kilka godzin. A we wtorek zalka z rosyjskiego. Czy coś umiem? Nie wiem, wciąż gnam. Tu coś piszę, tu coś kuję, tu pomyślę coś o sobie. Tu znajomi, a tam praca. Oczy padają, ale jeszcze są na swoim miejscu. Kawa pomaga – do czasu. Ale czy to źle? Nie ma czasu na myśli. Jest bieg, bieg, bieg. Coś się dzieje, płynę wartką rzeką i czekam, aż rozbiję się o jakiś solidny kamień. Kim on będzie? Czym on będzie… byle by nie gotował
Oj… miałem nie myśleć, jak bym chciał na to gotowanie mieć czas…
… Biegnę dalej… tam tam, tam tam, tam tam…
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 11-06-2005
Powiedziała byś, że jest dopiero piątek. Tak… ale duża wskazówka już oklapła na prawo niczym uszko Misia Uszatka. No, Misiu miał takie uszko klapnięte. Prawe bodajże. A ja mam klapnięte oczko, prawe… lekko. Prawie nie widać. Tak jakoś. Jestem jak Misio… tylko, że Oczatek. A miś dużo biegał dziś. Tu sprawa, tam sprawa i w kółko… zabawa! Potem długie czekanie na spotkanie… na zakupy i fajne buty. Może ktoś powie, że to nie męskie, ale Misiowi zajefajne buty potrafią poprawić humorek. Teraz tylko misio idzie kuć na egzamin. Zda? Zda! Umie… Nie umie! Ale się naumie! Bo Misio Oczatek niezły ziomek jest..
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 07-06-2005
Avril grała wczoraj. Była. Blisko. Pojechała. Ale wciąż w sumie jest i jakoś podnosi moje zmęczone myśli… Choć one i tak już lecą. Odlatują… i powracają i są i ich niema. Coś jednak nie pozwala mi upaść. Coś nie pozwala mi poddawać się i rozkładać ręce. Nie. Właśnie przeciwnie. Czuję wyzwanie… wyzwanie, któremu muszę sprostać. I jak słyszę: jak jest? Nie mogę odpowiedzieć “źle”, “jakoś”… nie jest dobrze, ale… Może po prostu w końcu czas stać się mężczyzną… Zresztą i tak jakoś w marynarce czuję się lepiej niż w bluzie z kapturem… No i napewno pewniej…
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 05-06-2005
Coś mnie boli. Nie wiem co bardziej. Głowa, gardło, noga… spałem dość długo, a wciąż wydaje mi się, że nie mogę się obudzić. I wciąż gubię gdzieś siły by postawić krok. Ale jakoś idę. Tylko czasem, a może często odpływam w pustkę poszukując… po prostu odpływam. Bezmyślnie. Zmęczenie, to chyba cholerne zmęczenie. Fizyczny ból i zmęczenie. Poniedziałek, brutalne zderzenie z rzeczywistością. Będzie lepiej, czy gorzej? Będzie inaczej. Ale siłę gdzieś mam, czuję ją. Może dlatego, że wiem, że to nie ja potrzebuję pomocy najbardziej. Szkoda jedynie, że nie zawsze mogę jej udzielić, ale chcę… staram się. Dałbym wiele… Ale chociaż może to, że jestem będzie jak jeden promyk, przebijający się przez burzę. Oby ta ściana nie była za twarda.
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 03-06-2005
Zapomniałem o tych motylach. I pewnie zapomnę też, gdy w październiku zamiast nich zobaczę deszcz, w zimę śnieg. Zapomniałem o tym, że miały być tu, tak jakby nie były planowane. Zauroczyły mnie, frywolnie odlatując. Takie lekkie… Niegdyś traktowałem blog jako powiernika sukcesów jak i porażek, radości jak i trosk. Potem przechowywałem w nim przemyślenia i wnioski, pasje i miłości. Teraz? Teraz przechowuję na nim… Siebie. Chyba pełniej niż wcześniej, ale bez zbędnych dodatków. Po nie o wszystkim trzeba i nie o wszystkim można mówić. A czasem sam fakt mówienia jest … zbędny. Ja jednak chcę podziękować. Komu i za co… Ważne, że wie, ten kto wiedzieć powinien.