Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 21-10-2005
Ania (21:44 17:10:2005)
a tak poza tym to powodzenia w rozwijaniu sie (…) z ta miłością to może niekoniecznie nieszczęśliwej, co??:>
MaDe (21:19 18:10:2005)
dokładnie… zakochaj sie.
Może jest w waszych słowach coś proroczego. Może ja dopowiem sobie happy end do tej historii. Ale najlepiej jest, jeśli to nie ja napiszę komentarz… Nie zakochałem się, o nie, i na pewno się jeszcze nie zakocham… nie wariuję, nie dzwonię i nie wzdycham… nie, nie ma o tym nawet mowy. Wiecie co kocham? Co naprawdę lubię. Lubię jest ułożyć się na fali i widzieć jak mnie niesie. Lubię wspiąć się na skałę, i czuć jak wiatr niesie mnie, gdy z niej skaczę. Nie zastanawiam się tym, że mogę utonąć, albo, że zginę uderzając o ziemie. Ja kocham gdy lecę. I nie potrzebna mi do tego miłość, czy sukces zawodowy. Ważne by czuć się wolnym i żyć marzeniami… a gdy ktoś im pomaga
cóż, nikomu nie tego nie zabronię… a Tobie przede wszystkim…
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 16-10-2005
Już długo nie pisałem. Ale faktycznie nie miałem zbytnio kiedy, a może raczej o czym, gdyż zbyt wiele się nie działo. Chociaż prawdę mówiąc: co dzień dzieje się coś wartego opisania, ale nie koniecznie stosownego do opowiedzenia. Tak, więc wiele spraw przemilczałem i po tym długim czasie postanowiłem coś znowu napisać. Dziś wracając do domu o wciąż wczesnej porze, lecz jednak zasnutej szarością zimowej, księżycowej nocy, poczułem potrzebę nabycia czegoś. Nie byłem zbyt zdecydowany… Ale instynkt wiódł mnie cały czas, tak, że nie zastanawiałem się nad celem mej wędrówki. Gdy stanąłem, moja ręka uniosła się i po chwili ukazała mi się płyta. Disturbed ”Ten thousands fists”… błysk w martwym oku… ręka nie chciała jej puścić, a nogi ruszyły dalej. Spojrzałem w dół… ”Playing the angel” Depeche Mode. Nie byłem pewien… ale ręce wiedziały. Ominęły zgrabnie ”Songs of faith and devotion”, ”Exciter”a czy ”Ultra”. Chwyciły świeżutki, palący album, a nogi wytroczyły mnie w kierunku kasy. Gdy usłyszałem DM chciałem wyrzucić płytę za okno… Disturbed był bezmienny, ale przyjemniejszy od swoich wybryków na ”Believer”… to mnie ucieszyło… teraz znów zmusiłem się do DM i mnie ”’olśniło”’. Tak wyraźnego powrotu do violatora, czystego synthpopu,… tak mocnego wejścia w to w co tak niewiele kapel mogło bezkarnie wkraczać… Wiem czemu z początku mi się nie spodobała… Aby zrozumieć głębie kazania trzeba wyciszyć umysł, otworzyć serce i znaleźć się w świątyni. Teraz wchłaniam tą trudną muzykę i płonę… tonę… one… kto nie kochał DM nie zrozumie. Teraz słyszę jeszcze starsze czasy… Czuję uniesienie, którego brakowało mi wczoraj… wypełnienie, które starałem się zdobyć… Dobrze wiesz, że je zdobyłem. Dobrze wiesz, że nie złamałem ani jednej swojej zasady. Dobrze wiesz, że nie zniżyłem się. Dobrze wiesz, że to trudna sztuka. Dobrze wiesz, ile ryzykowaliśmy. Wczoraj chłonąłem słodycz… dziś chłonę dźwięki. A karty od początku były odkryte..
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 05-10-2005
Miło było. Choć zasnąłem i obudziłem się w tym samym nastroju – złym… brrr… wróć… bardzo złym – to dzień jednak jakoś zmył ze mnie tą szarość. I nawet to coś, co śmiało nazywać się zalążkiem choroby dało mi spokój. I fakt, posłużyłem się perfidnie oklepanymi metodami, by wrócić do normalności to jednak… w tym dniu było coś. Jest miejsce na zasady, jest miejsce na granice, ale jest też miejsce na rozsądek i… człowieczeństwo? Czasem można zapomnieć (nigdy do końca) o pewnych rzeczach. Czasem niektóre można przemilczeć. A czasem można po prostu puścić wodze i pozwolić wszystkiemu toczyć się tak jak powinno… I raczej nie fakt dokonania zbrodni shoppingu z siorą (” ‘a pro pos” nowe fotki w galerii : (były, nie ma)), czy luźnego dnia… może nawet nie przemiły wieczór i spacer w wspaniałym towarzystwie… ale, chyba takie przekornie pozytywne i beztroskie nastawienie pozwoliło mi zmienić ten stan z opłakanego na… swojski (by nie powiedzieć ‘’sielski”). Aż ze smutkiem położę się spać, żegnając piąty października…
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 04-10-2005
Nie jestem psychologiem. I może lepiej. Przynajmniej nie dociekam czy pracoholizm pojawia się po to by zagłuszyć, czy jest efektem zagłuszenia. Ja wiem, że jest go już zbyt wiele i marne nawet dla mnie staje się tłumaczenie, że muszę. Bo teraz jest okazja, bo teraz jest szansa, bo teraz są możliwości. Gdy staję przed lustrem i patrzę sobie w twarz widzę, że to wszystko tylko zasłona… kamuflaż mający mnie odwieść od prawdy. A prawda jest taka, że przestałem ufać, przestaję ryzykować i zamykam się. Dobrze jeszcze, że zostaje we mnie trochę ekstrawertyzmu by to tutaj napisać. Ale może tylko dlatego, by spełnić swój obowiązek zrobienia czegoś… W końcu szkoda czasu na wylegiwanie się. Prawda?
Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 03-10-2005
Dziś nie mogłem wstać. Jakoś wyjątkowo odczuwałem poniedziałkowe zmęczenie, choć tak naprawdę nie powinienem. Nie spędziłem weekendu na uczelni, zdezerterowałem, pragnąc zagospodarować dla siebie choćby chwilę z tego tygodnia. Fakt, wczorajszy dzień spędziłem w trasie, gdyż wybraliśmy się na jeździeckie mistrzostwa regionalne seniorów w skokach, które odbywały się w Bielinie Każdy może sobie poczytać, więc pominę ten wątek, wspominając jeszcze, że w końcu zaopatrzyłem się w sztyblety. Nie było źle, nawet momentami ciekawie, ale mogło by być lepiej… A dziś? Jak mówiłem ledwo wstałem. Dotroczyłem się do biura i w zaskakująco dziwny sposób osiem godzin przemknęło mi przed oczyma. Wsiadłem w autobus… i znów znalazłem się w domu. Położyłem się na łóżku, przerzuciłem kanały, a potem wyłączyłem TV. Teraz usiadłem z postanowieniem zrobię coś… i robię, fakt, piszę notkę. A mam jeszcze tak wiele do zrobienia, chociaż chciałbym powiedzieć sobie – zrobię to jutro, dziś mam lepsze plany…. Niestety tak nie powiem.