Prywatnie Rss

2005-11-30

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 30-11-2005

Kończę kolejną nockę. W zasadzie nie wiem czy uznać to za 29ty czy 30ty. 29ty się dla mnie jeszcze nie skończył, choć jest 5:40 30tego. Chyba nie ma to większego znaczenia prawda?

Popijam ostatnią herbatę i przeglądam newsy. Dziś już nie koduję, mam dość. Ruszę to po południu, a raczej pod wieczór… Tak. Noc ma w sobie coś pociągającego, co pozwala lepiej pracować. Może spokój i odcięcie od świata zewnętrznego. Może przyjemny półmrok, albo muzyka w radiu bez komentarzy… A może to, że gdy ona śpi jestem spokojny. Nie,… to jest chyba osobna sprawa, ale faktycznie gdy wiem, że sen pokrył jej delikatne powieki jakoś przestaję się martwić. Nawet jest mi lżej, tak jakbym myślał, że ona jest tutaj. Obok mnie. Może i jest…Chciałbym… bardzo… tego chyba nie muszę nawet mówić.

Herbata się kończy, a tydzień dopiero się zaczął. Nie myślę nawet o dwóch zaliczeniach w weekend, pierwszym rozdziale pracy dyplomowej czy prezentacji, którą muszę przygotować… Myślę o tym, że w ten czas, gdy czekam mija tak powoli. Jakby Chronos na złość zwolnił swój bieg.

I nie ważne są kolejne zadania, rzeczy które robię czy informacje jakie do mnie docierają. Jedyne co mnie pochłania to ona… ona… ona… Nie boję się, jednak iż popadnę w monotematyczną pustkę… Wiem, że udało się jej obudzić we mnie coś… że wróciłem do prostych rzeczy, które sprawiają mi radość… i innym czasem też.

2005-11-27

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 27-11-2005

Nie będę się rozpisywał tym razem… nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Po prostu nie mam zbytnio czasu, ale niedługo nadrobię to… Powiem tak. Spędziłem wspaniały weekend z tym bejbikiem po lewej… No i po prawej… Jest ok i tylko tyle powiem. Teraz czeka mnie ciężki tydzień. Jedno zaliczenie mam za sobą, teraz dwa kolejne, plus rozdział pracy dyplomowej… no i duuuuuuuużo kodowania. A jak przyjdzie czas, znów spędzę weekend z… :)

A te 50 wielbłądów i willa na dole to pierwsza rata za tego bejbika

2005-11-22

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 22-11-2005

Proces instalacji sprzyja rozmyślaniom. Oczekując na przesunięcie się paska i klikając posłusznie na Dalej możesz przez chwilę zastanowić się nad sobą, nad dniem, który właśnie przeleciał Ci między palcami jak piasek. Ale czy nic z niego nie uchwyciłeś? Kolejna nauczka, kolejna przykrość, kolejny uśmiech i kolejne szczęście… Kolejny powód by spoglądać przed siebie z pokorą i odwagą.

I teraz gdy coś znów pobiera się i nie muszę jeszcze resetować systemu, mogę chwycić list, dotknąć tego błyszczącego papieru i poczuć delikatne dołeczki wygniecione przez długopis. Mogę poczuć zapach tuszu jak i barwników drukarskich. Mogę przeczytać pojedyncze słowa, oraz pochłonąć całe przesłanie. Mogę się wzruszyć, ale i ucieszyć. Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, ale nie powiem. Szczęśliwy będę za dwa dni, gdy nie będę musiał wspominać Jej patrząc na list, lecz będę mógł ją czule obiąć i ucałować.

Teraz kolejny raz wciskam Dalej.

2005-11-20

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 20-11-2005

Może przeoczyłem coś, a może nie… mały zgrzyt. Nie lubię tego trybu studiów, gdyż nie pozwala mi się wczuć w rytm nauki, a jednocześnie wytrąca mnie z codziennej drogi. Więc stąd ta pomyłka, trochę nerwów, zmęczone oczy i małe zaległości. Ale szkoła odeszła na drugi plan oczekując przyszłej niedzieli. Zaległości zostały nadrobione… szkoda tylko, że ten weekend taki mało wypoczynkowy. Może dlatego, że ostatnio mój wypoczynek w pojedynkę stał się bardzo trudny do zrealizowania… o ile w ogóle mógł być. Właściwie do każdej formy luzowania się potrzebowałem kompanii, no może z wyłączeniem gry na gitarze. Ale dawno minęły czasy, gdy potrafiłem poświęcić jej cały dzień. Teraz moją kompanią jest ONA i trochę z przykrością stwierdzam, że zaniedbałem trochę innych… choć nie w mniejszym stopniu jak oni zaniedbali mnie. Po prostu taka jest moja hierarchia w chwili obecnej i staje się ona powoli coraz to bardziej racjonalna.

Myślę, że długo próbowałem wyznaczyć sobie punkt, w którym stałem się nowym JA. Jakiś moment przejścia i nawet mógłbym celować datami, wydarzeniami, ale nie umiem go z pewnością określić… to był raczej proces i jest on już za mną… chociaż cały czas czuję, że jakieś zmiany się dokonują… i miejmy nadzieję dokonywać się będą. Myślę, też iż wykształciłem w sobie pewnego rodzaju //alter ego//, choć daleki byłbym od stwierdzenia, że jestem schizofrenikiem. Po prostu przedstawiam jakby kilka bytów. Jest taki JA, który przeszedł okres próby, musiał w pewnym sensie się ustabilizować, zapewnić sobie byt (ale nie zrobił tego do końca sam… choć raczej mógłby, na szczęście nie musiał). Ten JA także nakreślił sobie wielkie życiowe cele i plany, ale w granicach rozsądku. Ten JA to dorosły, dojrzały JA. Ale nie cały JA. Kasia De kiedyś powiedziała mi, że mam oczy dziecka. Mam nadzieję, że wciąż to jest prawdą, bo chcę je zachować. Chcę pozostawić te swoje drugie JA, które żyje pasjami, jest chorym optymistą, wiecznym nastolatkiem, wojownikiem o wielkie idee oraz romantycznym kochankiem. To nie dorosły JA się teraz tak potężnie zauroczył, lecz ten nastoletni JA. Ten nastoletni JA, na którego w ciągu ostatnich 2 lat nie było miejsca w moim życiu. Który odszedł razem z maturą i … powrócił teraz.

Długo królował we mnie dojrzały JA, bo myślałem, że jako metrykalnie dorosły mężczyzna powinienem poważnie i rozważnie patrzeć na swoje życie. Że muszę planować swoją karierę, szukać żony, myśleć o dzieciach… Teraz gdy nie miałem już wyboru, musiałem po części się nim stać, zrozumiałem, że jestem jeszcze bardzo młody. Że w dużej mierze jestem jeszcze nieopierzonym pisklakiem, który dopiero poznaje życie… zrozumiałem, że nie ma się co śpieszyć. Moi rówieśnicy dopiero na 3cim roku studiów balują i utrwalają swoje ego, a ja mam za sobą ponad 2 lata pracy zawodowej, tytuł zawodowy, liczne osiągnięcia i znaczną samodzielność – w tym finansową… Ale jestem wciąż DZIECKIEM…

… marzę jak DZIECKO, myślę jak DZIECKO, czuję jak DZIECKO…

i kocham jak DZIECKO…

i cieszę się, że wreszcie to zrozumiałem.

2005-11-18

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 18-11-2005

Mógłbym powiedzieć. Owocny dzień. Bardzo… w ogóle dni ostatnie. Mógłbym powiedzieć, iż wreszcie odzyskałem wzrok za sprawą nowych okularków i moich pierwszych soczewek kontaktowych… Mógłbym pochwalić się pomyślnymi rozmowami z Wojtkiem z www.wszczecinie.pl w sprawie promocji ODDECHu… Mógłbym wymieniać wiele rzeczy. Ale…

Tęskniłem… nie bardziej niż teraz, gdyż większa dawka tego narkotyku wzmaga we mnie większy ciąg ku niemu… Chciałem zwariować… spróbować dać więcej. Codzienne pisanie listów to dla mnie już za mało… ja musiałem wyrazić potrzebę… mój smutek, z powodu, że jej nie ma przy mnie… że jeszcze tyle muszę czekać… Miało mnie tam nie być. Jej błękitne oczęta wydawały się dwa razy większe i bardziej połyskujące w zdziwieniu, zmieszaniu… nie mogła uwierzyć, a przecież pisałem wcześniej zamknij oczy i wypowiedz życzenie.. wypowiedziała. Chwilę później stałem przed nią z bukietem róż tak delikatnych jak jej słodkie, młode usta… które z należną czcią ucałowałem. Gdy musiałem powiedzieć, że wracam nie wiem czy mnie czy ją rozdzierała większa gorycz… ale tak to jest gdy zachłyśniesz się słodyczą. Ja żyję jak we śnie… gdy Ona jest przy mnie… a każdy dzień bez niej to koszmar… dziś godzinę byłem w Niebie… teraz znów wróciłem za wody Styksu…

2005-11-12

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 12-11-2005

edno wiem. Podróżowanie PKSem jest męczące, ale za to dużo milsze niż np w PKP. Przydał mi się taki wypad, chociaż moja pupa mówiła mi wyraźnie: dwie godziny w miękim fotelu, to nie jest to co tygryski lubią najbardziej. Ale nawet psia pogoda i rozkopany Złocieniec nie popsuł mi tamtego dnia. Nie, nawet nie spaghetti z podane na makaronie rosołowym z sosem z puszki w Sabacie. Ważne było to, że spędziłem go na naprawdę świeżym powietrzu. Nie takim… ciężkim jak w moim ukochanym Szczecinie. No i ważne było, że spędziłem go w bardzo miłym towarzystwie, czego szczegóły zachowam dla siebie. Jutro znów się tam wybieram. To dobre, czasem trzeba rzucić w kąt komputer, zapomnieć o telefonie i wsiąść do autobusu byle jakiego.

2005-11-10

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 10-11-2005

Gdy masz 17 lat i prowadzisz bloga, de facto nie za wiele przejmujesz się komentarzami. Twoje życie jest zlepkiem chwil i nie wiele jest spraw, którymi możesz się przejmować. Z czasem pojawiają się obowiązki, problemy. Tracisz coś… kogoś… Stajesz przed coraz większymi wyzwaniami. Dochodzisz do momentu, gdy wciąż chcesz być tutaj obecny, ale boisz się. Zostawiasz wiele dla siebie, ale chcesz czasem powiedzieć innym: czuję pomyślny wiatr. Może dlatego, że tak rzadko można go poczuć. Może dlatego, że tak długo na niego czekałeś. Wiele razy miewasz nadzieję, próbujesz. Czasem nie wychodzi. Ale jesteś zwykłym człowiekiem. Nie masz sobie nic do zarzucenia. Ja nie mam. Jeśli już, to to, że za mało czasu spędzałem z przyjaciółmi, a wolałem poświęcić się pracy. Za mało czasu spędziłem z Ojcem. Teraz to wiem. Ale nie zarzucę sobie, że byłem wobec kogoś kto na to nie zasługiwał podły. Że byłem wobec kogoś kto mnie nie atakował prostaki i, że tego kogoś zraniłem. Nie. Uważam, że wiele razy powinienem, ale jestem na to za miękki.

Pojawia się krytyka. Niby się jej nie boję. Teraz jednak zaczynam. Jak mam inaczej zareagować, gdy ktoś nieznając mnie atakuje mnie przez prawie czy ponad dwa lata? Jak mam inaczej robić, gdy chcąc zamanifestować swoje szczęście dostaję cięgi i jestem mieszany z błotem? Czemu jeśli ktoś wyjdzie na ulicę i krzyknie Kocham! to nikt nic nie powie. A czemu mi się wypomina. Gdybym latał za spódniczkami jak piesek, gdybym zdradzał, bił, skakał z kwiatka na kwiatek… rozumiem. Ale ja naprawdę nie umiem sobie nic zarzucić i chcę tylko mieć możliwość pokazania swojej wersji. Ale jeśli krytyka mnie nie słucha… to kim jest tak krytyka? Nie powinienem się nią przejmować, ale boli mnie gdy ktoś myśli o mnie źle.

Teraz mam jakiś cel w życiu. Nie jest to cel osobisty. W życiu osobistym podjąłem próbę. Trudną, ale zrobiłem to świadomie. Oceniać będzie można później… teraz jest na ocenę za wcześnie…

A na szacunek ze strony krytyki chyba za późno.

2005-11-09

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 09-11-2005

Ilonka napisała, że normalnie mnie nie poznaje. Wiesz… ja też siebie nie poznaję. Ale jakoś też nie zastanawiam się nawet nad tym. Może dlatego, że wszystko szybko się dzieje i nie mam za wiele chwil na reflekcję. Właśnie skłamałem. Ja mam ich nawet za dużo. Ale tak naprawdę nie jestem już taki chętny do wylewania swych myśli jak niegdyś. No i dobrze, bo nie wszystko warto wywalać na wierzch. Są jednak rzeczy, które chcę i będę eksponował. Inaczej bym nie pisał tej notki… chyba… prawda? No niech ktoś mi przytaknie :) .

Myślę, że jak na wzrokowca (bo przecież jakby nie było jestem mężczyzną) to jestem bardzo krótkowzroczny. Dziwne? A jednak. Bardzo łatwo mi zatrzeć w pamięci problemy, a może inaczej. A może to nie o krótkowzroczność chodzi. Może o takie coś co jakbym odważył się nazwać wiarą, było by nią, ale tego tak nie nazwę, bo sumienie mi mówi, że nie jestem gotów na nazwanie siebie osobą wierzącą. Nie w potocznym rozumieniu tego słowa. Ale jednak z wiarą ma to coś wspólnego, bo bardzo ciężko mnie złamać. Niegdyś było łatwiej.

Może to dlatego, że przyciągam do siebie dobrze rzeczy? Tak to jest. Faktycznie nie mam takiego szczęścia do pecha jak inni. Fakt, zdarzają mi się w życiu ogromne ciosy, ale prawdę mówiąc takie, które są dla człowieka naturalne. Nie można więc mówić o pechu w przypadku czegoś pewnego. Więc, reasumując, w pewnym sensie jestem szczęśliwy. I to nie tylko dlatego, że obecnie co dzień chodzę pijany uczuciem i zaślepiony na maxa. Że nie śpię po nocach i nie ma chwili, kiedy nie tęsknię. Ja jestem po prostu ogromnym szczęściarzem, bo potrafię przyciągać szczęście i walczyć z pechem. Przyciągam takie niesamowite pozytywne sytuacje… postacie… a to moje szczęście siedzi i też tęskni. Mam nadzieję, bo ja bardzo.20

2005-11-08

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 08-11-2005

Temat jakby idealnie dla Malll. Ale wiedz moja droga, że jestem szczęśliwy. Może powiesz, za wcześnie na chwalenie dnia, ale czy byłbym sobą, gdyby nie to? Ja po prostu potrzebuję mocy by być sobą, chorobliwie ambitnym barankiem zdolnym zdobywać wszelkie szczyty w imię swojej religii. No i właśnie buduję nową świątynie. Powiesz kolejna. Może… zwątpisz. Wyśmiejesz. Masz prawo. Ale ja i tak powiem, jestem szczęśliwy… to się chyba liczy. Prawda?

Nie powiem Ci za wiele. Nie, nie chcę byś uderzyła w nią. Nie, jeśli już to uderzaj we mnie. Jestem na to przygotowany. Chociaż myślę, że chyba nie robiłabyś tak pewnie tego po naszej ostatniej rozmowie. Zwłaszcza, że ja zdaję sobie sprawę z naiwności mego uczucia… ale to jest chyba właśnie jego piękno. To, że mając 21 lat mogę poczuć się wciąż nastolatkiem… bo ”de facto” dzieścia lat mam tylko z nazwy i ze statusu. W sercu wciąż jestem dzieckiem. Chyba zawsze nim pozostanę. Wielkimi oczyma będę oglądał świat i walczył z wyimaginowanymi smokami.

Chcę byś wiedziała, że moje szczęście nie ogranicza się do niej. Ale jest za jej sprawą. Wiesz, że ostatnio było smutno, nie miałem powodów zbytnich do nadmiernej radości. Ona dała mi światło. Dała mi sens i teraz w pełni sił wracam do tego co robić powinienem. Przedewszystkim się rozwijam. Malll, mam nadzieję, będziesz ze mnie dumna… ale to czas pokaże.

2005-11-02

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 02-11-2005

Kolejna noc spędzona przed monitorem pozwala mi zapomnieć… o wielu sprawach. Wiem, że w taki dzień (mowa o poprzednim, gdyż nowy trwa zaledwie dwie i pół godziny) większość ludzi spodziewała by się, iż główną będzie tęsknota za tatą. Nie mogę potwierdzić jednak tych oczekiwań, gdyż być może ta rana jest jeszcze zbyt młoda i nie zaczęła się paprać; a może naprawdę w sposób inny ją przeżywam. Ten dzień i wcześniej i teraz nie wpływał szczególnie na mój sposób postrzegania przemijania. Nie. Zawsze był kolejnym niezrozumiałym festynem ogółu, w którym nie chcę uczestniczyć.

Ale tęsknota pozostaje. I jest każdego dnia. Tak samo mocna, albo tak samo lekka… gdyż wypełnia mnie dziwne uczucie spokoju. Tak jakbym czuł: wszystko jest dobrze, jakbym czuł, że nic się nie zmieniło i że on wciąż tu jest. Że zaraz wpadnie do mojego pokoju poszukać swoich płyt lub gazet. Mam wrażenie, że zaraz skrytykuje mój projekt, albo postawi coraz to nowsze wymagania. Jest chyba naprawdę za wcześnie, a do mnie to jeszcze nie dotarło. A może tak bardzo pragnę by był ze mnie dumny, że nawet na chwilę nie zamierzam sobie pozwolić na okazanie czegokolwiek… nawet przed samym sobą. Tak bardzo chcę stanąć nad swoim życiem i powiedzieć, że jemu by się to podobało. I chyba dopiero, gdy to zrobię zrozumiem co się stało… Zbyt wiele widziałem cierpienia i heroizmu w walce z nim by teraz się poddać. Chcę, muszę dorównać… I wiem, że przyjdzie taki dzień gdy usłyszę dałeś radę. To chyba można nazwać wiarą. Prawda?

Le falto padre – Demuéstreme la manera

Prywatnie is Digg proof thanks to caching by WP Super Cache