Prywatnie Rss

Przedzimie

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 23-09-2008

Ostatnie dni minęły pod znakiem wyłączenia z typowej egzystencji. Bóle stawów wywołane nocną przejażdżką w TLK oraz zatrucie Granderem (nie jedzcie tego świnstwa) wykluczyło mnie z normalnego życia. Ale całość o dziwo udało się naprawić łącząc działanie Febrisanu (ave Paracetamol), kaszy gryczanej (mniam) i piwa (szwagier wie czego w domu brak ;) ). Dziś czuję się o niebo lepiej i wreszcie mogłem dokończyć kilka spraw, a czeka mnie jeszcze wiele, wiele innych.

Przydał by się doping mojej edukacji, bo tutaj to naprawdę ciężko o znaczne ruchy. To wciąż dlatego, że jak wchodzę rano do biura to zapominam o Bożym świecie. Ma to swoje pozytywne efekty, bo miło jest posłuchać, że ludzie są zadowoleni z mojej pracy. Ale faktycznie trzeba coś zmienić. Może jutro w przerwie pojadę. Może się czegoś dowiem… wiem, wiem… w prywatnej edukacji jest wiele “może”. O wiele ich za dużo.

Myślę jednak, że mam dość dużo dobrej motywacji by skończyć to wreszcie i zabrać się za coś nowego… Coś konkretnego… Bardzo określonego. Zobaczymy jak to będzie. Bo trochę mnie to rozrywa. Ciągnie mnie stolica, ale nie zamierzam zostawiać mojego kochanego Szczecina, ani WAYNa. Dobrze mi tu. Ale serce… głupie jak zawsze ;) .

Herbata zamiast kawy

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 21-09-2008

Dobrodziejstwem weekendu, jest fakt, iż wstajesz z woli własnej. Przynajmniej w teorii – mnie dziś obudził telefon. Ale wstałem, doprowadziłem poprzedniego dnia wysprzątany pokój do ponownej użyteczności, siebie też. Następnie sprawdziłem to co sprawdzić miałem, odpowiedziałem na to na co odpowiedzieć chciałem i znalazłem się tutaj. Piąta po południu. No, ale przynajmniej by myśleć wystarczy mi herbata – w weekend kawie mówimy stanowcze NIE.

Powiem szczerze, dziś do tej notki podchodziłem z pięć razy i nadal ciężko mi zebrać myśli. Staram się ogarnąć ogólny chaos i natłok spraw, ale nie oszukujmy się – jestem jeden. Nie podejmę, choć chciałem, tematu dzielenia się pomysłami (polecam), ani nie poględzę o wielkich planach i zmianach. Ani też o związkach i temu podobnych.

Po prostu napiszę, do usłyszenia… Dziś nie jest blogowy dzień.

Zanim włączę się w łącze i się podłączę

0

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 19-09-2008

Jesień chyba naprawdę jest bardzo płodnym okresem dla bloggerów. Wystarczy, że spojrzę na statusy znajomych i widzę, jak wielu chwali się, że znów pisze. Szczerze, dałem się sprowokować… w końcu jak się już zaczęło?

I tutaj znów lista przemyśleń i jedno, które jest już moim zboczeniem – po co mi to? Faktycznie, pytanie bardzo dobre i zawsze na czasie. Szczerze przyznam, że zawsze miałem problem z odpowiedzią. Dlaczego? Bo sam nie widziałem czego po sobie oczekiwać. Nadal też nie wiem, no ale w końcu 24 latka na karku (i to z solidnym hakiem) do czegoś zobowiązują. Nie, kości mnie bolą przez grypę, której staram się nie dać… I chyba też nie tetryczeję (ten okres przechodziłem w okolicy “oczka“).

Wracjąc do tematu (wredna gaduła ze mnie, zawsze zmieniam temat) po co mi blog? Kiedyś powiedziałem – by pokazać swoją obecność w sieci, branży IT, itp. Ok… Mam profil na linkedin, profeo i goldenline, także odbudowuję portfolio – więc trochę bez sensu. By stać się wiernym i dobrym źródłem informacji o sieci – tja… Google są w tym dużo lepsze, a blogów Ci o tym u nas dostatek. By tworzyć… sprawdziłem się w tworzeniu innych rzeczy. Wtedy pozostała mi wersja: by uzewnętrznić swoje osobiste przemyślenia i emocje. Tu za to pojawiło się pytanie: na ile mogę?

Jeśli sieć to coś ogólnie dostępnego, jeśli każdy kto np. chciałby mnie zatrudnić może tu trafić – to czy warto? Był taki okres, że zamazywałem za sobą wszelkie ślady… Dziś wiem – to nie ja. Lubię wspomnienia, lubię pamiętać, lubię być sobą, lubię pokazywać siebie, lubię się uzewnętrzniać. Co prawda, inaczej niż kiedyś. Nie wrzucę tutaj swoim przemyśleń typu: kocha, nie kocha, czy tęsknię za moim dziubaskiem. Ale zawsze, raz na jakiś czas znajdę jakąś myśl, którą będę chciał się podzielić. I czy przeczyta to jedna, dwie, czy setka osób to ważne jest to, co ja chciałem osiągnąć. Zostawić za sobą taki mały ślad… Może ktoś wpadnie, może nie. Może ktoś z kim nigdy już więcej nie zamienię słowa, znajdzie tutaj tą część mnie, której tej osobie brakuje. A nie może już po więcej sięgnąć.

Oderwałem się myślami i zgubiłem wątki, które chciałem poruszyć. Może i lepiej. Bo czas zejść na ziemię. Co teraz zrobię? Otóż kolejne dni upłyną pod znakiem dość intensywnej pracy. Jak już mówiłem od sierpnia pracuję na nowym stanowisku, które dość mocno mnie eksploatuje (i dobrze, bo czuję się w żywiole). Poza tym, choć już nie koduję, staram się rozwijać i dlatego chętnie pomagam znajomym. Tutaj na pewno zobaczycie nową twarz autoryzowanego fanclubu blog-27.pl, nowy fanclub Miley Cyrus, zmian kilka w eFarna (w końcu) oraz reaktywację galerii mojej ślicznej przyjaciółki modelki Sylwii Gołko.

Poza tym zapraszam was do słuchania Radia Szczecin 29 września o godzinie 22 (jeszcze potwierdzę). Będę gościem audycji Myszka, w której poruszymy tematykę e-społeczności i tego, czy jest jeszcze tutaj miejsce na nowe pomysły.

Jeśli chodzi o bloga, nie wiem czy uda mi się go posprzątać w ten weekend, ale raczej wylecą stąd tematy służbowe, zostanie za to tyle ile możliwe archiwum i galerie… i dużo, dużo, dużo wspomnień. Bo to są nasze skarby – których nikt nam nie odbierze.

Natłok różnorakich myśli – born in 80ties

2

Posted by Łukasz | Posted in Prywatne | Posted on 14-09-2008

Baterii zostało może z 10%. Biegnę przez Złote Tarasy, zaglądam do każdej kolejnej kawiarenki. Nigdzie nie ma gniazdek. Jak to możliwe w stolicy? Jak to możliwe kilkadziesiąt metrów od Warszawy Centralnej? A może ja nie wiem, nie rozumiem, jak poruszać się w takim mieście? A może mój laptop jest passe. Ale przecież dwie godziny potrafi czasem wytrzymać…

W końcu widzę znajomą nazwę. WAYNE’S COFFEE… ktoś ostatnio w biurze się śmiał, że powinni nam tutaj dawać zniżki (w końcu robimy w WAYN.com). Wbiegam… spoglądam pod nogi… znajomy świński nosek uśmiecha się do mnie za ściany. Jak ja Cię kocham moja świnko 230V. Jestem uratowany… mogę czytać, mogę pisać… przeżyję… teraz tylko kawa…

Nie będę opisywał przebiegu swojej obecności w stolicy. To nie jest raczej ani czas, ani miejsce, ani ciekawy temat na bloga. Jednak powyciągam trochę wniosków z obserwacji, nie tylko dzisiejszych. Dziś po prostu czuję nastrój by zrobić małe podsumowanie. Zanim zapomnę… pewnie niedługo… zawsze szybko zapominam.

Cieszę się, że urodziłem się w latach 80tych. I to nie tylko ze względu na Sabrinę, Duran Duran i kosmiczne fryzury wyglądające niczym wata cukrowa. Nie dlatego też, że połowa młodszej Polski nieświadomie odnosi się do tych lat nucąc pod nosem “będę brał Cię”… Nie, nie, Sokół jest z 77tego. Raczej chodzi mi o Kranka Kimono (alter ego Piotra Fronczewskiego – jak ktoś nie pamięta).

Cieszę się, że pochodzę z tego ostatniego ludowego miotu, gdyż wydaje mi się, iż żyję niejako w matrixie. Nie chodzi mi bynajmniej o matrix, polegający na tym, iż mówiono, że jest dobrze, gdy było źle (pod tym względem chyba jest gorzej). Raczej chodzi mi o matrix wartości, zwłaszcza rodzinnych. Odpowiedzcie sobie na proste pytanie. Ilu znacie ludzi urodzonych w PRLu, którzy pochodzą z rozbitych rodzin? A teraz ilu znacie urodzonych po 1989, których spotkało to – co by nie było – nieszczęście? Różnica wydaje się być drastyczna. Nawet patrząc na liczby (na szybko nie znalazłem wiarygodnych danych sprzed 2000, ale odniosę się do następujących: forum życia rodzinnego), widać, że jest z tym coraz gorzej.

Pominę fakt, że osobom w moim wieku (referuję do wielu moich znajomych) ciężko jest zrozumieć problemy naszych młodszych kolegów, koleżanek. Bardziej zastanawiające jest to, jakie konsekwencje może mieć to ogólnie w naszym życiu. Zakładając, iż w wieku dorosłym różnica wiekowa poniżej dekady jest jak najbardziej naturaalną w związkach, a jednocześnie pojawia się tak znaczna przepaść wzorców, może powstać ogromny problem. Osoby urodzone w latach 90tych wydają się mniej wierzyć w wartości rodzinne (odniosę się do pracy – nie pamiętam czy Wprost czy Newsweek – podał niegdyś, że o dziwo tyczy to też roczników z lat 70ych). Za to moi rówieśnicy są tymi wartościami często przeładowani – przez co często też mamy problemy z otwartością i wyrozumiałością w związkach). Moją obserwację może potwierdzić kolejny symptom – powoli skłaniam się do zrobienia badań ilościowych – który wyraża enneagram. Sam reprezentuję typ 7, który jest bardzo powszechny wśród moich rówieśników (pokrótce aktywny, kreatywny, optymistyczny, ekstrawertyczny). Wśród rówieśników widzę za to znaczną ilość 4ek (introwertycy, wrażliwi emocjonalnie, obsesyjnie traktujący swój wizerunek zewnętrzny).

Z trudem powstrzymuję się od wniosków. Postaram się zebrać jakieś wymierne dane. Ciekawe gdzie doprowadzi mnie ten trop.

Prywatnie is Digg proof thanks to caching by WP Super Cache